martainmalaysia

martainmalaysia to dwa lata mojego cennego zycia w kraju-raju. wszystkich zainteresowanych zapraszam-na blog i do malezjii!!

środa, stycznia 25, 2006

bezrobocie.....

Dzisiaj drugi dzien z rzedu nie pracuje. W tym tygodniu mam tylko polowe zajec, wiec 4 grupy. Tak! 4 grupy (Normalnie 8 grup tygodniowo kazda po 60 minut). Troche to chore, bo maja mnie za darmo, a kompletnie nie wykorzystuja.... Ich broszka. (W kazdym razie, troche bede sie pewnie nudzic, tak wiec niniejszy blog bedzie updatowany z czestotliwoscia ok.2 dni. Mysle, ze to dobry wynik.) Wczoraj robilam w ogrodku, tzn wypielilam dziadostwo, podlalam i wreszcie nie odrozniamy sie od reszty sasiadow. W domu na razie nie nic do roboty, bo nie ma mebli, nie ma czego odkurzac, cholera, co ja bede robic w tej Malezji!? Dzisiaj wieczorem jest 'night market' przy stadionie, jak w kazda srode, z reszta, wiec zamierzamy nabyc zestam stoliczek i trzy foteliki z ratanu. To jest taka gruba wiklina, jakby.... Troche przypomina bambus. A o markecie mowiac, to troche sie zszokowalismy, bo tam maja takie dziwne miejscowe rzeczy, na przyklad, suszone rybki, takie male, jak plotki czy szprotki i ususzone na wior, bo tylko tak moga przetrwac upal. No i maja ich dziesiatki odmian i kolorow i rozmiarow, a smierdzi to cholerstwo jak nie wiem. Uzywane w kuchni chinskiej jako dodatek do stir-fry. Bleeeee! No i mnostwo tutejszych owocow, co wygladaja jak jakies potworki. Jeden sie nazywa durian i wyglada jak olbrzymi kasztan, a w srodku ta pestka (ta czesc jest wlasnie jadalna) smierdzi jak nic na swiecie. W krajach cywilizowanych jest w tej chwili formalnie zakazane spozywanie go w miejscach publicznych, bo tak capi. A oni na tym targu, prosze bardzo, wszystkie te 'pestki' poprzepolawiane leza i wala! Fjuuuu!
Ale ratan maja extra!

2 Comments:

At 26 stycznia, 2006 01:59, Anonymous Anonimowy said...

hi,
jak dużo wrażeń 'węchowych'!
U nas już mróz zelżał, można by rzec: możeby tak nad wodę? :)

Szaleństwo!Moja pieska to normalnie nawet 10 min już wytrzymuje na dworzu a to już znaczy upał prawie.
(wcześniej max 2min i pędem do domu, do ciepełka)
Co do wrażeń, to my tutaj jesteśmy ich ciut pozbawieni gdyż jak to w pewnym filmie twierdzą (The Ice Storm, 1997 - polecam) - na mrozie nie czuć zapachów (w tym smrodków wszelakich). A już napewno nie aż tak jak w 40stopniach.
Cóż, zima to nam się udała w tym roku...

Hm, grządki, rattany - o czym ty do mnie rozmawiasz? jakieś lato, meble ogrodowe - ech.
Fajnie. Zakupcie tą kamerę czym prędzej!
I jakieś wiarygodne zdjęcia poprosimy tym razem:)

pazdrawlajem!
I prosimy więcej takich ciepłych postuff coby nam się choć przez chwil kilka lepiej zrobiło.

Całuje!
gosia

 
At 26 stycznia, 2006 04:28, Anonymous Anonimowy said...

Zapomniałam dodać

'Ś R O D A'


oj Teresa, tyle się nazbiera opowieści drobnych i drobniejszych...
no i nie mam ich komu przekazać - przeć tylko Ty zrozumiesz...

No i na co Ci to było? Teraz muszę jakiś dziennik zacząć pisać czy jak? inaczej nie spamiętam.

Tfuj T a d z i k

 

Prześlij komentarz

<< Home