martainmalaysia

martainmalaysia to dwa lata mojego cennego zycia w kraju-raju. wszystkich zainteresowanych zapraszam-na blog i do malezjii!!

czwartek, lutego 23, 2006

to nie na miejscu!

Dzieki za zyczenia-troche to nie na miejscu obchodzic tutaj imieniny; nikt nigdy o takim cudzie nie slyszal, wiec tlumaczyc trzeba. A potem pytaja 'a ja kiedy mialbym imieniny w Polsce?', Dzizus! It doesn't work like that! i takie tam. Nie jest latwo. Ale nie poddaje sie.
Ten tydzien w szkole byl tygodniem spod znaku sportu! Wiec biegaly dzieciaki w pelniusienkim sloncu. Padali jeden po drugim, bo przeciez jak mozna!
A nowina: moja mama przyjezdza!!!!! W pazdzierniku, co prawda, ale tak!!! Odwazna kobieta. To ja w ciaze musialam zajsc, zeby ja tu sciagnac? Takie poswiecenia, naprawde....
Ja jestem bardzo busy. Az mnie tylek juz boli - caly dzien przy kompie. Robie im ta baze materialow. Bardzo to fajne, czas plynie szybko, siedze sobie w klimatyzowanym rumie komputerowym i do tego sama od 3 dni, bo nauczyciele kibicuja tym fanatykom. Ale, skubani, pod parasolami przycupneli, to az tak nie padaja, chociaz przychodza tutaj sie schlodzic. Czego ludzie z glodu nie wymysla, jak mawia K.
We wtorek jedziemy na Langkawii. (Kto pamieta co to jest Langkawii? Jest konkurs!) I kupujemy digital camera. Ile mozna kit ludziom wciskac, ze te zdjecia, to wlasnie my, tu, itd....
Wiec jak wroce, to beda jakies fotki i njusy, no i rozwiazanie konkursu!!
Caluje.

poniedziałek, lutego 13, 2006

surprise,surprise


Przytkalo mnie na kilka dni, wiem, ale okazalo sie, ze jestem w ciazy-surprise, surprise. Bede teraz chociaz miala odpowiedz jak spytaja 'a kiedy dzieci?'!
No wiec ci, ktorzy podali adres dostana kartki, z innymi zobaczymy.....

Dostalam od Iwony-Thank You!!-zdjecia z naszej pozegnalnej imprezki. Puszczam je w swiat-enjoy!














U nas nic takiego ekscytujacego sie nie dzieje, really. Stiwek zagral mecz z nauczycielami z jednej podstawowki przy porcie-niezle sie chlopak zmeczyl, bo jak sie pali papieros za papierosem, to sie nie ma kondycji. Takie jest prawo natury. Ale to jeszcze nic. Na koniec sie wywalil, poobcieral kolana, ma szrame nad lewa brwia, masakra. Wyszlam stamtad, bo przeciez wstyd na maxa.

Wczoraj bylismy u mojego nowego kolegi Chinczyka - Ooi - na kolacji. Zrobil kolega malezyjskie sushi, bo surowych ryb tu nie uraczysz, wiec zapodal wedzone. Tez dobre. Ale naspraszal towarzystwa, ze chej! Ale sie okazalo, ze tak trzeba, bo ludziska przychodza na 10-15 minut i kita, wychodza. Zjedza i wychodza. Zero towarzyskosci czy innych tego rodzaju cech. Wiec pewnie wyszlismy na takich co przychodza pierwsi i wychodza ostatni, bo siedzielismy przez caly czas rotacji innych gosci. Niezla przygoda. W sumie bylismy tam 1.5h, a ludzi przewinelo sie ok. 20. Na koniec mowimy, to moze my juz pojdziemy. Oni: ok. Fajny gosc, ale co kraj to obyczaj i nic na to nie poradzisz.

Acha. Moze odpowiem na
gnebiace
pytania
moich
wiernych czytelnikow. Jezeli chodzi o moja osobista wycieczke, to pracuje tu ciezko za ciezkie pieniadze wyciskajac angielskie slowka z malezyjskich dzieci. Potem zdania i naszym celem jest konwersacja we wspomnianym w niedlugim czasie. Mamy 2 lata, wiec bez pospiechu! Jednak to nie szkola mnie zatrudnia, ale brytyjska fundacja pt. CfBT-czyli Center for British Teachers. Wiem, nie jestem nim, ale sie psim swedem zalapalam. Wiec od nich dostaje kasiaka, a szkola ma mnie za darmoche. I nie wykorzystuja. Nie to nie. Ja mam duzo czasu i sie poswiecam na pomoc nauczycielom-tworze baze dodatkowych materialow, ktore beda korespondowaly z curriculum kazdej klasy. Ale profesjonalnie to zabrzmialo, nie?

W zeszly weekend wybralismy sie z malzonkiem do sasiedniego miasta-Alor Setar. No i znow dissapointment!! Chcielismy nabyc jakies stroje, bo cieplo jest caly czas i sie troche nudza te bluzeczki i spodniczki itd., a tam sa 3 duze shopping plazas, wiec kita. Ale nic z tego-wszystko lokalne i straszne badziewie. Taki nasz stadion, ale te najnizsze poziomy. Takze nic z tego. mysle, ze trzeba mierzyc dalej, bo okolica jest bardzo rolnicza i przez to malo wymagajaca. Jest plan do Bangkoku w marcu na tydzien skoczyc, przewietrzyc sie.

Pozdrawiam.








czwartek, lutego 02, 2006

podziekowania, rozczarowanie i radio

Podziekowania: dzieki Gosia za newsy! A moze sobie zalozysz sasiada bloga? Tak z mysla o mnie a przy okazji niezla przygoda! Think about it? Jak zdrowko? Kina tu nie mamy, wiec nic sobie z nowosci nie obejrze, ale za to sa pirackie kopie na bazarze. Wiec widzielismy juz Memoirs of a Geisha. Piekny i bardzo dokladnie odtworzona ksiazka, uwazam. Produkcja Spilberga. I jeszcze Fun With Jack chyba tak sie nazywa z ta babka co gra z Nicolasem Cagem w Family Man, bardzo ja lubie i Jimem Carey-jego produkcja, czyli totalnie zwariowana, comic-like. Polecam.
A propos Gosia. Gosia z NYC, mialas jakies nowiny przyslac i nic. Come on! Don't be shy!
A Konrad to juz wrocil z tej wloczegi po Londonie? Jakie sa perspektywy mieszkania w Sopocie? Mysle o przeprowadzce nad morze po powrocie do Polandu. Uwielbiam zapach morskiego powietrza i przestrzen. Cos w tym jest.
Olga, please daj adres mojego bloga Gutkom, Mikolajom i Smokom. Thank you.
Iwona, jestes tam? I inni?
W poniedzialek byla 62 rocznica slubu Moich Kochanych Dziadkow! Wszystkiego najlepszego!!
Wiec musze sie przyznac cala zawstydzona, ze pojechalismy na wyspe Penang, zeby obchodzic z Chinolami ich spozniony Nowy Rok (podobno w Chinach obchodzili dzien wczesniej), a tam cisza. Nic sie nie dzieje. W tym roku, surprise, surprise, przelozyli obchody na 4-ego, czyli sobote. Bardzo smieszne. No ale nic to, pochodzilismy po miescie Georgetown, taki troche Algier, postkolonialne miasto. Super Chinatown i Little India, gdzie jedlismy pyszne curry o pilismy Mango Lassi, czyli bardzo zimny drink z jogurtu i mango zblendowane. SUPER!!!! Trzeba sie wybrac do Indii, cholera, tyle miejsc do obskoczenia jeszcze,,,,,
Nastepnego dnia pojezdzilismy wzdluz morza polnocnym brzegiem, zeby zobaczyc te slawne resorty hotelowe. no i dissapointment! Jest tak: ogromny hotel z basenem i hotelowa trawiasta plaza, na ktorej jeden kolo drugiego leza ogromni biali ludzie. Chyba Australijczycy, bo oni duzi sa z reguly no i blisko maja. No moze z Nowej Zelandii tez. No i tak sobie leza cale dnie, tylko sie ruszaja na lunch, obiad i potem na miasto, a miasto to kilka standow jak w Jastarni z plastikowymi kolami dla dzieciakow i lodami. No wiec atrakcja po calaku!! Weszlismy na teren jednego z hoteli, chociaz wisi, ze nie wolno. Steve mowi biali jestesmy, nic nie powiedza. Boze, co to sie na tym swiecie porobilo!! No i bardzo szybko wyszlismy ujrzawszy to wszystklo. Takze nie warto, odradzam. No chyba, ze za jakies 40 lat, jak bedzie to dla nas rzeczywiscie totalny odjazd!!!!
Mialam oczywiscie porownanie z opisywana wczesniej wyspa Langkawii, wiec moje zblazowanie wzielo gore i pogardzilam niniejsza. Bede tam niechybnie w marcu, bo mamy spotkanie nauczycieli z polnocnej zony i bedziemy w jednym z takich hoteli dla wielorybow. No coz, jak trzeba, to sie pojedzie......
Mielismy niezly ubaw, bo tu wszyscy pytaja czy mamy dzieci. Mowili nam to na wprowadzeniu, ze kazdy bedzie pytal i bedzie bardzo wscibski, wiec zeby sie nie obrazac i nie ofukiwac rozmowcy. Wiec po kilkunastu takich przypadkach w szkole i poza weszlo mi to w krew i poznalam zone goscika, ktory prowadzi lokalna radiostacje i pytam, masz dzieci? Tak. Ja ile? Ona jedno. Ja tylko jedno???? A kiedy nastepne??? Oburzona totalnie, bo srednio dziewczyny maja po 4-6 dzieciarni i sa wlasnie w ciazy z nastepnym. A ona na mnie jak spojrzala, ze sie tak dopytuje. Mowie sorry, to przez was taka sie zrobilam, cholera. Wiec mielismy ze Stifkiem polewke, ale oni chyba nie bardzo. Wiec, co wolno im nie koniecznie jest nam dozwolone! Slabo?
Wracajac do radiostacji, to bylismy ze Stifkiem za zywo w zeszla sobote w programie call-in dla mlodziezy, zeby sobie pogadala z nami po angielsku przez pol godziny. Smiesznie bylo, bo nie wiedzielismy co mowic. Nie mamy chyba szczegolnego podejscia do dzieci, szczegolnie jak ich nie widzimy i slyszy nas duzo ludzi. Wiec tylko, any questions? Ale bylo ok, bo tutejsza mlodziez bardzo dobrze mowi po angielsku, jak juz pewnie wspominalam. Sa po prostu niesamowici. Maja bardzo duzo kontaktu, bo wiele napisow w miescie jest po angielsku i w szkole kilka przedmiotow maja po angielsku, a jest plan wprowadzenia go jako wykladowego wkrotce. Do tego radia to oni chcieli, zebysmy tak przychodzili co tydzien, ale my, nie, weekend jest dla nas i wara. Poprzednia para bardzo sie tam udzielala, wiec mysleli, ze to gratka dla kazdego, ale oni byli duzo starsi i moze nie mieli ochoty spedzac kazdego weekendu zwiedzajac okolice i odkrywac kraj!
A propos odkrywania, to pojechalismy wczoraj nad jezioro, niedaleko. Niestety jest kompletnie niezagospodarowane, zadnych plywajacych przedmiotow. What a pity.
A i jeszcze kolega zabral nas do Snake Farm, czyli takie zoo dla wezow i gadow, ale w bardzo kiepskim stanie i nie moglam patrzec jakie smutne one byly w tych klatkach. I malpki tez byly, takie pawianowate i smutne jak cholera i maja chyba chorobe sieroca, bo sie tak kiwaja i obijaja od siatki. Straszne. On mowi, ze maja polepszyc warunki tym bidulkom. Niech je wypuszcza do dzungli i tyle.
Last but not least, przyslijcie mi swoje adresy, bo nie mam wszystkich, a wyslalabym jakas kartke czy jak. Wypada, nie? Wiec deal jest, ze jak przyslecie adres, to dostaniecie ladna pocztowke, ok?
P.S. Mamy tu bardzo dobra gazete codzienna pt 'Straits Time', w ktorej nie omieszkali nawet wspomniec o tragedii w Katowicach-impressive.