absencja
Chcialam poinformowac, ze wyjezdzam. Dzisiaj i wracam w poniedzialek. Niezla przygoda. Jedziemy na English-In-Camp, co znaczy tyle, ze dziesiejsze popoludnie i caly jutrzejszy dzien spedzimy w podrozy malezyjskim autokarem (!) przemieszczajac sie na samo poludnie kraju do miasteczka pt. Mersing. Lezy ci ono na wschodnim wybrzezu, wiec moze byc ladnie i turystycznie, co w tym kraju moze od razu nasunac skojarzenie (i nieskrywana nadzieje) dobrej kawy i innych atrakcji, ktorych ogolnie nie uraczysz, bo miejscowi nie maja takich 'wygorowanych' potrzeb. Tak wiec niezla przygoda przed nami.
Dzisiaj ladujemy w szkole w sasiednim stanie (ok. 150 km) i spimy w internacie (Ale bedzie fajnie, jak na wakacjach, na jakis koloniach, czy cos!! Tylko wodki nie bedzie....), a o swicie, a moze powinnam powiedziec w nocy (05.30), pobudka i kita na poludnie. W moim stanie to moze byc lekkie wyzwanie, ale czego sie nie robi dla edukacji malezyjskich studentow...
Jedyna atrakcja to, ze sie spotkamy z innymi nauczycielami z fundacji (takimi jak ja). A tam, gdzie dzis spimy jest moja najulubiensza kolezanka po fachu, Jacqui. Jest z Australii i zachowuje sie jakby miala 20 lat, chociaz ma pewnie jakies 30 wiecej.
Tak wiec, witaj przygodo, zegnaj Stifku! C u next week.

2 Comments:
E, kochana - wpadam sobie nie za często na Twojego bloga (w pracy wreszcie każą mi pracować;)) i czytam hurtem i tu widzę spore zmiany. Przede wszystkim zaskoczyłaś mnie tym, że to już piąty miesiąc... jeju, jak ten czas leci!!! dopóki nie przeczytałąm, nie byłam świadoma:) co prawda upływ czasu daje mi się we znaki też, np. mam jednego zęba mniej od wczoraj, więc chyba jednak zaczyna dopadać mnie starość;))
Gratuluje syna, choć wydaje mi się, że wojny nie będzie - większość moich koleżanek, zaciążonych ostatnio (epidemia czy cuś - zwracam baczną uwagę na czym siadam) szykuje się jednak na córki, wiec kreską się za bardzo nie sugeruj - może to tylko rysa na monitorze?;))
I ty się tak nie boisz sama bez Stifka w tej dżungli śmigać? I że on się nie boi, ze moze wpadniesz w oko miejscowym - nie wiem czy w tej kulturze cenią pełne kobiece kształty cy niekoniecznie;))
W ogóle Cię podziwiam - ja bym chyba nie potrafiła zaciążona w Polsce wytrzymać, a co dopiero na końcu świata (choć może tam spokojniej, ale.... becikowego nie dają;)
I chciałam Ci tylko powiedzieć, żebyś nie szalała za bardzo na wolności bezstifkowej, bo na tym campie w ciąże może i nie zajdziesz, ale jak wódki nie będzie to czym się odkazisz?! Cokolwiek it means... dobra, kończe, bo chyba przemęczona jestem albo mnie jeszcze znieczulenie trzyma.
kisy
Justka
Marteczku odwazna kobieto!!
od razu widac zes Polka rodowita!!
Matka, zona i kochanka;)))
ale uwazaj jednak na siebie plissss.. Syna mozna tylko pogratulowac, Stifkowi takze, takiego przeciez jeszcze nie mial ( a swoja droga to przeciez jego igrek nie?;)
chlopcy sa the best, tak trzymaj az do calej druzyny pilkarskiej!!
i mowi Ci to ta co wie ;))
Ola
Prześlij komentarz
<< Home