weekend
Tak, to juz potwierdzone, Kasia Nowaczyk, kolezanka z wojska, urodzila syna. Drugie dziecko w tej rodzinie. Nie ma jeszcze imienia i nic mi nie wiadomo o Bartku. Bylo to 23 marca. Nastepna wazna data do zapamietania.
Prawdopodobnie nie powinnam sie dzisiaj odzywac publicznie, bo nie przynioslam zdjec. Tym razem zapomnialam ich wziac z domu. Sorki.
Jak weekend Szanownych Panstwa? Widzialam fotki niektorych, to juz sniegu nie widac i trawa przebija. Gratuluje wiosny!! Moze i wiecej komentarzy bede dostawac i takich bardziej radosniejszych i optymistycznych! My wyjatkowo spokojnie. W sobote pojechalismy na granice tajlandzka do miasteczka Pedang Besar, ktore jest strefa bezclowa. Po kupnie wina, czekolady i papierosow okazalo sie jednak, ze nie mozemy ich kupic, bo nie jedziemy do Tajlandii. Wiec zwrot. I jeszcze nasz oszukali na jakies 10 zeta, bo sie bardzo inteligentna kasjerka pomylila sie za pierwszym razem i nie chcialo jej jakos wyjsc tak samo przy zwrocie. Wkurzylismy sie nielicho. Podla dziura, juz nigdy wiecej tam nie pojade!! Zreszta nie ma po co, jak nie mozna zakupow zrobic.
A niedziela przebiegla pod znakiem wycieczki krajoznawczej samochodem wzdluz wybrzeza. Gorac byl taki, ze byla to jedyna opcja-zwiedzanie przez okno. Zaczelismy przy granicy tajlandzkiej i kita na poludnie. Jest taka drozyna, choc asfaltowa, przy samej wodzie-git! Ale przez cala droge zero plazy. Chociaz nie. Jest kawalek piasku, ale trudno to nazwac plaza, bo drzewa na niej gesto rosna. I brud na maxa. Nie ma tu tradycji i potrzeby plazy i na niej relaxu. Szkoda. Wczoraj trafilismy dodatkowo na przyplyw, wiec w ogole malo tego wybrzeza bylo. Ale jadac tak i podziwiajac Langkawi na horyzoncie, slonce odbijajace sie w wodzie i rybakow na polowie spostrzeglismy nagle cos na ksztalt restauracyjki? Przystanelismy-tak! Sea Food Restaurant! Na palach wychodzaca w morze! Super!! Tylko, ze w dzien zamknieta. Tutaj takie miejsca dziela sie na dzienne i wieczorne. Ta byla z tego drugiego rodzaju, wiec planujemy sobie pewnego wieczora tam zapodac obiadek. Ale musze Wam powiedziec, ze te wszytkie wioski, co po drodze mijalismy, to taka bieda, brud, zacofanie. Nie, zebym miala cos na przeciwko wsi, kocham polska mazurska, na przyklad, wies i tez, na przyklad, moja kochana Karwice i jeziora i lodki i..., ale tu jest po prostu oblesnie. Moze to przez ten upal, tak to wszystko zle wyglada i smierdzi. Ale mysle, ze jak sie chce, to mozna miec czyste i schludne gospodarstwo, nie? W kazdym razie niedziela byla udana pod wzgledem krajoznawczym, gastronomicznym, jak rowniez utwierdzajacym mnie jak bardzo tesknie za domem, znaczy Polska.
Sentymentalnie na maxa.
Jednak najblizsi nie dadza mi tu uschnac z tesknoty-cztery wizyty sa planowane przez naszych przyjaciol i mame-maj, sierpien, wrzesien i przyszly rok. Bardzo fajnie. Zachecam innych-wszyscy bardzo mile widziani i goszczeni i oprowadzani.
To na razie.

1 Comments:
heeej
nareszcie cos sie pojawilo, ja juz tu depreche zaliczylam z tesknoty,
darek z piterkiem spakowani, zeby Was szukac, ale zguba sie odnalazla i to akurat wtedy jak ja bidulka zajrzec do netu przez tydzien nie moglam!
ale nie czas na biadolenie, czy konkurs juz roztrzygniety?
a wlasciwie dlaczego pytanie dotyczy szaletu? w dobie powszechnych w kraju ojcow wirusow sraczkopednych rozumiem, ale w raju??
noo doobra z tego co gdzies tam slyszalam szalet ( z franc."chalet") to z grubsza mowiac "kurna chata", czyli willa w stylu szalasu, domek wiejski, chata goralska itp.
bzdury gadam?
nawet jesli, to jak zwykle:)
caluski w pępuszki
chyba lepiej juz sobie pojde:)
Olka
Prześlij komentarz
<< Home