martainmalaysia

martainmalaysia to dwa lata mojego cennego zycia w kraju-raju. wszystkich zainteresowanych zapraszam-na blog i do malezjii!!

czwartek, maja 25, 2006

...z pamietnika mp


Wiec dostalam liczne nagabywania ze wszystkich stron swiata, ze chcecie brzuch, to prosze bardzo. I nacieszyc sie nim musicie przez 2 tygodnie, bo mamy tu ferie zimowe (ponad 30 stopni C!), wiec jak sami rozumiecie, trzeba wyruszyc - czas najwyzszy!!
Oczywiscie plan numer jeden i najwazniejszy to to, ze przyjezdza Monia ze swoich swiezutkim mezem i bedziemy im pokazywaz miejsca, ktore sami widzielismy i byly niczego sobie. Nasza przerwa to tylko 2 tygodnie, ale bedziemy goscic nowozencow przez jeszcze jeden tydzien, wiec w sumie bardzo fajny czerwiec sie zapowiada, mowie Wam!! Monia tez jest w ciazy i mniej-wiecej w tym samym momencie, wiec bedzie niezla przygoda - dwie brzuchaczki odkrywaja Malezje!!
Wklejam jeszcze kilka zdjec z Dnia Nauczyciela. Trzy dyscypliny: 1) przechodzenie z punktu A do B po ceglach, z tym, ze cegly sa tylko trzy, wiec... oto skutki. Next, wzajemne wozenie sie na suchym lisciu palmy palczastej (taaaa........) do celu, oczywiscie, i ostatnie excytujace wydarzenie, to rzucanie balonikow napelnionych woda-lapanie-rzucanie-lapanie i nie oblewanie sie najchetniej. Po tym fizycznie i emocjonalnie fascynujacym pokazie zdolnosci manualnych studentow i nauczycieli naszej wspanialej szkoly powzielam decyzje uczestniczenia w podobnych zawodach w przyszlym roku, kiedy to brak brzucha i ogolna nieco obnizona masa ciala pozwola mi skakac jak sarenka i bic wszystkich na glowy.
Enjoy!
p.s. Dorzucam romantika zdjecie z pokoju hotelowego po ulewie (w koncu zima tu jest, tak?!) dla zakochanych i swiezo poslubionych.

czwartek, maja 18, 2006

zeszly tydzien na Penang

No wiec mysle, ze czas juz najwyzszy zapodac nastepny konkurs z cyklu co to jest... Penang? Bylismy tam w zeszlym tygodniu i to juz po raz trzeci!! Nie zeby nam sie tam jakos nadzwyczajnie podobalo, ale niektore widoki sa do zobaczenia tylko tam i gdzies w Chinach, czyli gigantyczne wiezowce, jeden przy drugim i to samo na chodnikach, czy ulicach - Chinczyk przy Chinczyku. Ciezko sie poruszac samochodem, motorem czy na piechote. To jest prawdziwe wyzwanie przemiescic sie z punktu A do B, bo wiele ulic w praktyce okazuje sie byc jednokierunkowymi i .... dupa, nie mozna jechac tam gdzie sie chcialo i ladujesz na pasie w kompletnie przeciwnym kierunku do pozadanego i wpadasz w szal, a potem w niemoc i ostatnim etapem jest zwis, co oznacza, ze swobodnie poddajesz sie nurtowi ruchu drogowego. Uffff.
Naszym celem numer 1 byla coroczna konferencja z uczestnictwem wyslannikow Ministerstwa Edukacji w Malezji z KL, naszej fundacji, koordynatorow (jak Stiwek, na przyklad) i nauczycieli (jak moja skromna osoba, na przyklad). W sumie kupa ludu, fajnie sie bylo spotkac z tymi, ktorych ostatni raz widzielismy w styczniu w KL i wymienic uwagi na temat. Trzy dni konferencji, czyli takie tam nudy i przelewanie z pustego w prozne, ale potem za to.....! nastapil cel numer 2, czyli nic-nie-robienie na hotelowym basenie (patrz zdjecie), wieczorne eskapady tylko z fajnymi osobami (Kanadyjczycy sa bardzo imprezowi i otwarci na ludzi, sie okazalo!) do pubow i kafejek (patrz zdjecie: kolo mnie kolezanka z Filipin dla odmiany!) i na jakies tam w miare ok zakupy. Nie ma jak KL, oczywiscie, ale Penang ujdzie, jak sie dobrze przylozyc (czytaj: wybrac sie bez Stifka). Tym razem nabylam dwie pary butow (!!) i koszulke, ktora wciaz mi sie podoba i ja nosze, prosze, prosze! Bylismy rowniez wysoko, wysoko i to na piechte, bo Stif stwierdzil z dolu, ze tam nie mozna samochodem, a mozna bylo (Aaaaaa!) w najwiekszej w Malezji swiatyni buddyjskiej. Czad. Samo to wchodzenie juz nas wprowadzilo w trans, nie mowiac o tym co na gorze, czyli potezne figury Buddy wszedzie i kadzidelka (chyba nastal czas, zeby je polubic - nabylam dwie paczki roznych i teraz sie kopca w domu) i najlepsze te znaki swastyki - godlo religijne hinduizmu, ale nam sie kojarzy z Adolfem, chcac nie chcac. A oznacza ona ni mniej ni wiecej "przynoszący szczęście". Taaaaa. Kulminacja tej blogiej sielanki byla kolacja w bardzo uznanym od lat i pokolen (z czasow kolonialnych) restauracji hotelowej hotelu Eastern&Orient (*****). Stif sie wzruszyl, bo pamietal jak z rodzicami jezdzili na Penang na wakacje (mieszkajac w Singapurze za wczesnych lat chlopiecych MMZ) i wlasnie tam sie zatrzymywali i jedli itd. Pyszne zarcie w formie szwedzkiego stolu: owoce morza swiezutkie na lodzie, wedzony losos, miesa, zupy-kremy, wolowina pieczona podana po angielsku, czyli z sosem zawiesistym pt. gravy, warzywami w nim duszonymi i Yorkshire pudding, czyli takimi malymi nalesnikowym grzybkami. Bardzo trudno to pisac, ale moze ktos sie kiedys zalapie na Kasprowicza na ten przysmak wyspiarzy!! Mysle, ze w normalnych okolicznosciach przyrody nie excytowalabym sie az tak bardzo, ale poniewaz od 5 miesiecy zyjemy w Kangarze, czyli na zadupiu, to taka kolacja byla wydarzeniem maja, jak dotad. I kulminacyjnym punktem wycieczki na Penang byly zakupy w megasamie. To rowniez podnioslo cisnienie krwi w moich zylach. Stif nie chcial sie przyznac, ale szalal miedzy alejkami caly szczesliwy, ze moze kupic rozniste swoje przysmaki, typu szynka, serek zolty (ja rowniez serek smierdzacy), ogorki konserwowe (Az z Afryki sprowadzaja!! Nie lepiej podjac maly handelek wymienny z Polsza? Na przyklad ogorki za ryz?) i chleb, ktory juz-juz byl w ogrodku sie wydawalo, ze swiezy, polski chlebus, ale nie..., to samo nadmuchane gowno jak wszedzie. Wygladal tylko inaczej dla zmyly turystow z Europy. Jednak co nasz, to mucha nie siada.
No i tak zblizamy sie do konca i ladujemy, Prosze Panstwa w Kangarze w niedzielne popoludnie.
Nastepnym wpisem poinformuje jak przebiegl dzien nauczyciela i dopne do tego zdjecia - pelen wypas!!

poniedziałek, maja 15, 2006

HARI GURU, czyli dzien nauczyciela

Jestem juz na dobre, tzn. na 2 tygodnie. Bardzo bym chciala sie uaktywnic i pewnie mi to wyjdzie w tym tygodniu, bo dzieci maja egzaminy, wiec ja wolne. Jutro dodatkowa atrakcja i przerwa w egzaminach, bo dzien nauczyciela, czyli mnostwo przemowien, odczytow (miejscowi uwielbiaja marnowac zycie na takich to przyjemnosciach), ale rowniez gier i zabaw dla uczniow i nauczycieli na swiezym powietrzu (, co oznacza temp. ok. 36 stopni C, full sun i oczywiscie swietna zabawe......). Tak wiec mam nadzieje uaktualnic jutro stronke jakimis ciekawymi zdjeciami oraz/lub opowiesciami.
MMZ przyszedl mnie porwac do domu, wiec sie nie rozpisuje. Zapodam jutro wiecej jak bylo na konferencji, basenie, w centrum szopingowym i w ogole.
Gratulacje dla Aski drugiej dziewczynki.

poniedziałek, maja 08, 2006

c.d. absencji...

Tak, nie bedzie mnie jeszcze jeden tydzien. Ja wiem, nie jest latwo, ale moze Wy mi cos o sobie w tym czasie napiszecie, Drogie Dzieci?!
Tak wiec, do przyszlego tygodnia!!