martainmalaysia

martainmalaysia to dwa lata mojego cennego zycia w kraju-raju. wszystkich zainteresowanych zapraszam-na blog i do malezjii!!

środa, czerwca 21, 2006

ale, ale.... (z pamietnika mp)

Obiecalam, ze napisze po niedzieli co u doktoresa slychac. Pisze. Teo, lub od wczoraj opcjonalnie Zak (od Zacharego), pomachal nam raczka. Wyrazilam zdziwienie co on taki dzis spokojny, ale glupia jestem, bo przeciez nie ma juz chlopak tyle miejsca, zeby sie wic i mi dokuczac jak to bezpardonowo czynil jeszcze miesiac temu. Tak wiec siedzial sobie cichutko w kaciku, machal i tyle. Serce mu bilo - styka. Nie da sie zarzucic fotosa na blog, bo brak w szpitalu takiego hi-tech sprzetu, wiec musicie mi zaufac i na slowo wierzyc. Sama wizyta, niby nic, ale punktem kulminacyjnym niedzielnej przygody byla wycieczka na 4 i 5 pietro kliniki, gdzie znajduja sie pokoje dla matek i rodzin oraz na pietro pierwsze - porodowa i zlobek. Pokoje jak w Polszy, ale w zwiazku z tym, ze Mama przyjezdza i mam w posiadaniu meza, ktorzy to beda pragneli byc ze mna all the time wybralismy pokoj na VIP-ow. Jest to ni mniej ni wiecej apartament hotelowy z dwoma pomieszczeniami (mozna sie ganiac), jedno dla mnie, jedno dla reszty, 2 tv, szafki, szafeczki z jasnego drewna, caly zestaw sofa, fotele, etc., anex kuchenny, olbrzymia lazienka i w ogole. Tak wiec widzicie, ze warto przyjechac do Malezji na porod, bo domyslam sie, ze cena jest nieporownywalna z podobnymi wygodami w jakiejs snobistycznej prywatnej klinice w Wawie. Od jakiegos juz czasu nie moge sie doczekac kiedy zobacze mojego syneczka (!), ale teraz to juz naprawde - taki apartament - moge tam zostac z tydzien spokojnie!! Jedyny kwas to to, ze nie bede mogla miec przy sobie syneczka w tym luksusie. Wiec ja bede na 4 czy 5 pietrze, a chlopak na jedynce w zlobku. Ja bede do niego zjezdzac na karmienie, ale on do mnie nigdy nie przyjedzie. Swinstwo, co?! Zapewniali nas, ze to ze wzgledow higienicznych i ze w sumie matki to doceniaja, bo maja swiety spokoj i spia ile wlezie przed hardkorem, ktory niewatpliwie ich czeka w najblizszych dniach. Czy ja wiem. Odespie po smierci, nie? Ale atmosfera mila, panie, Chinki glownie, usmiechaja sie, obiecuja, ze sie mna zajma, naucza jak dziecko trzymac, podnosic, karmic i w ogole sie nie bac malego stworka. Jak mi tak opowiadaly (a opowiadaja bardzo szybko, angielski z mocnym chinskim akcentem, wiec trzeba sie natrudzic, zeby zrozumiec, albo poprosic o zwolnienie spidu potoku), to sobie dopiero uswiadomilam jakie to bedzie trudne i jak sie bede bala malego stworka, w sensie, zeby go nie skrzywdzic. Boze!!!!
Moze ktos z doswiadczeniem ma cos na uspokojenie (albo tez nie) do powiedzenia na ten temat? Pzdr.

4 Comments:

At 21 czerwca, 2006 16:53, Anonymous Anonimowy said...

Teresa,

Nie rob scen i nie dramatyzuj.
Ja np. trzymalem swoja siostre niedlugo po porodzie i jakos jej nie popsulem wiec pewnie i Ty dasz rade.

Fakt, ze jest lekka jazda ale co tam... Przeciez my tez zesmy sie jakos wychowali, nie?

A tak w ogole to kiedy paczkujesz?
You know, bedziemy trzymac kciuki z chlopakami no i oczywiscie bedzie okazja, zeby wypic zdrowie nowego obywatela :)

Pozdrowionka!
P.

 
At 22 czerwca, 2006 05:05, Anonymous Anonimowy said...

Ja pomoge, ja pomoge...
Male dziecko nie sprawia zadnych problemow. Problemy sie zaczynaja jak zaczyna dorastac. Wiec sie uspokoj i nie panikuj. Jeszcze tylko trzy "miechy" przed Wami.
Jakby co, to moge Cie korespondencyjnie nauczyc jak sie zaklada pampersa lub parzy herbatke koperkowa itp.

Badz dzielna!
Pa

PS Nurtuje mnie jedno rasistowskie pytanie - jak chinskiej-malezyjce w czasie porodu spojrzysz prosto w oczy?

 
At 22 czerwca, 2006 11:57, Blogger marta RP said...

Dziekuje chlopaki, nie ma to jak '...wodka w parku wypita...' czy korespondencyjna edukacja macierzynsko-ojcowska w ramach wsparcia kolezanki rodzacej w Malezji!! Niezla przygoda, jak sie tak glebiej zastanowic...
Jezeli chodzi o chinsko-malezyjskie oczy, to rzeczywiscie nie wyglada to najlepiej, ale caly ten wyjazd (czy tez 'osobista wycieczka', jak to niektorzy wola nazwac) ma na celu, miedzy innymi, poszerzenie zasiegu mojej tolerancji do innych niz moja ras, narodowosci i co za tym idzie religii, zwyczajow i dziwactw. Tak wiec wydaje sie, ze takie oczy w czasie porodu to 'male piwo' w porownaniu do wyzwan dnia codziennego. Taaaaaaaaaaaa.

 
At 23 czerwca, 2006 04:01, Anonymous Anonimowy said...

eh Marteczku, w tej donioslej chwili nie pozostaje mi nic innego jak przypomniec na lamach bloga pewna zlota mysl, ktora uslyszalam od znanego Ci zapewne Gutka na wiesc o tym, ze spodziewamy sie pierworodnego: "ooo to macie przesrane na jakies 20 lat!!"
Sprostuje to nieco- nie na dwadziescia , ale po koniec zywota, a pampersiki, kopereczki, zielono-zolte kupki i kolki to akurat sie wspomina z rozrzewnieniem. Osobny pokoj bedziesz wielbic pod niebiosa, gdy maly Stworek pozwoli Ci sie przespac chociaz 2 godziny ciurkiem:), reszta wystroju pomieszczenia na ogol nie ma najmniejszego znaczenia jak juz przyjdzie co do czego, najwazniejsze, zebyscie byli zdrooowii:)pozdrawiam z Wawy, w ktorej klimat iscie malezyjski Olga W

P.S.czym sie i wierz mi, ze maluszka trzymac juz potrafisz:)

 

Prześlij komentarz

<< Home