martainmalaysia

martainmalaysia to dwa lata mojego cennego zycia w kraju-raju. wszystkich zainteresowanych zapraszam-na blog i do malezjii!!

środa, stycznia 17, 2007

jestem juz...

Ciezko bylo sie zebrac, nie powiem, zeby cosik Wam, Kochani, napisac. Ale juz jestem.
Njus numer jeden: Peciek ma trzecie dziecko i zarazem druga corke, Ule. Bravo i congrats!!
Njus numer dwa: Teo zostaje z nianka. Tak, to smutne i jakze okrutne z mojej strony, ale nie jest tak zle jak brzmi. Tzn., zostaje na max. 2h i to w porze kiedy ucina sobie poranna drzemke. Pierwsze kilka dni byly straszne, jeszcze doszlo przestawienie czasu (8h!) i nie wiedzialam czy w ogole dam rade tutaj i z tym wszystkim itd. Ale juz jest ok. Co prawda w pracy powinnam siedziec od 07.30 do 1250, ale przychodze tylko na lekcje i zrywam sie do mojego Kochania asap! Nie wiem jak dlugo to przejdzie niezauwazone (a moze juz zauwazone, ale przymykaja oko...?), ale postanowilam, ze jesli beda chcieli, zebym siedziala godzinami jak w zeszlym roku, to niestety sie z Panstwem pozegnam. Mam priorytety i tyle. Jak nie jak Matka Polka przeze mnie przemawia!
W kontakcie mejlowo-blogowym mam jednak zamiar pozostac. Na to czas znajde, oj tak!
A w malezji jak zwykle goraco. Poczatek roku to niezla patelnia - blue sky i zero chmury. Jest bryza, co pocieszajace, wiec zapraszam fanatykow spiekoty, palm i Muzulmanek.
Last weekend bylismy z wizyta u znajomych z wyspy Penang, czyli Toniego i Ani (ten Angol i Polka w ciazy - 7 m-ac). Bylo milo, uskutecznilismy zakupy ubiorowo-jedzeniowe i wykulowalismy sie na maxa w autdorowych kafejkach. Ach, jak milo posiedziec i nie marznac i ach, jak milo, ze sie nmie sciemnia o 15-ej. I co by komu szkodzilo tak to zaadaptowac w naszym kraju-raju?
W nadchodzacy weekend wybieramy sie z rodzina na Langkawii. Maz wezmie udzial w jakiejs absolutnie fascynujacej konferencji, a ja z juniorem pouzywam morskiej bryzy, swiatowego zycia i wloskiej kuchni w naszej ulubionej restauracji 'Red Tomato' prowadzonej przez Niemke. (Na poczatku jakos nie chcielismy zaakceptowac faktu, ze lubimy jej restauracje, ze niby nie bedzie nam Niemiec... itd, ale jak sie okazalo, ze jest ona jedna z niewielu serwujacych normalne, czyli europejskie, albo nawet poludniowo-europejskie zarcie na wyspie, to staramy sie nie pamietac tego szczegolu narodowosciowego i jesc, jesc i jesc!!)
To na tylke dzis, bo musze uciekac do mojego Krolewicza. Nastepnym razem foty jeszcze z licznych wizyt w Wawie i miejscowych.
Calus.