martainmalaysia

martainmalaysia to dwa lata mojego cennego zycia w kraju-raju. wszystkich zainteresowanych zapraszam-na blog i do malezjii!!

czwartek, kwietnia 12, 2007

foty z Mama


Oto foty z mama z Jej urodzin na Langkawi. Bawilismy na basenie (oj, lubimy my te baseny, lubimy!!) . Czyz nie wygladamy jak jakies celebritites! Alez tak!!















Po kapieli Teoscik sie opalal skrzetnie zaslaniajac glowke pod kapeluszem ostatniego cesarza Chin. Niestety nie udalo sie schowac tlusciutkich badz-co-badz udek i brzuszka i sie troszke zjarawszy... (...ale mialam wyrzuty sumienia.....)













Po czym bardzo ukontentowany wsiadl do powozu i pojechalismy na obiad, ktorego nie powstydzilby sie niejeden angielski pilkarz (?).











Mama cierpliwie i jakze romantycznie (!) przypatrywala sie temu wszystkiemu.










A przedostatniego dnia byl obiad urodzinowy na czesc mojej Mamy i tradycyjne zdjecie pod palma. Obiad byl oczywiscie w porcie wsrod bogatych jachtow i bogaczy we wlasnych osobach.
Zdjecia z tej fety posluzyly do sledztwa przeprowadzonego dnia nastepnego pt. Zagubiony Moj Kolczyk. O 19-ej jeszcze go mialam w uchu, a o 21 juz nie. No wiec odbylismy poszukiwania na terenie zbrodni i sie znalazl, uffff. Slaby Sherlock ze mnie?
p.s. Stan na ostatni piatek: moje dziecko ma 73 cm wzrostu i wazy 9.9 kg. No i wciaz ma rude wloski, choc chyba trafniejsze okreslenie w tym klimacie (promienie sloneczne wszedzie i all the time) to zlote?..... Siedzi jak stary i zaczyna sie wyginac do raczkowania. Moze uda sie kupic dywan w przyszlym tygodniu to kolega bedzie sie uczyl na raka. Zeby ma dwa jak przystalo na polroczne dziecko na dolnej szczece. Styka?
p.s.II. Nastepny raz zalegle foty z Bangkoku i krotka notka z przewodnika!!

bangkok - marcowe ferie 'zimowe'

Wysylam obiecane foty z pobytu w Bangkoku na feriach zimowych.
Jest tak, ze jest duuuuza rzeka i sluzy ona jako glowna 'ulica' miasta. Plywaja po niej taxowki hotelowe i taxowki dla wszystkich. Takie wodne metro...? Mozna tam znalezc biznesmena, turyste i innych. Oto rzut na taxi i z takowej na miasto. Lekko zabudowane,
co? Ale sa miejsca naprawde mile i pelne budd, oczywiscie. Zwiedzac miasto jest troche latwiej niz KL, bo sa chodniki (!), swiatla dla pieszych i pasy. Jednak na maxa tlum, wiec to
przysparzalo lekko problemow dla wehikulku Teodorka. Ale chciec to moc. Wszyscy ida po trupach, to my tez kolkami po stopach! A co!
Jest tez duzo lzej, bo od wody ciagnie po plerach, wiec da sie wytrzymac, nie powiem.
Rzeka jest bardzo wazna z wielu blizej
niezidentyfikowanych wzgledow, wiec zbudowane sa przy niej restauracje, do ktorych sie podplywa jak rowniez swiatynie! A w jednej z nich taki zwyczaj, ze sie wrzuca monety z kubeczka do innych kubeczkow i trzeba dobrze wrzucac, tzn. nie ominac ani jednego kubeczka, bo jak sie nie wymierzy to nie bedzie gudlaka. O, i tak sobie z Teoskiem odmierzalismy i wyszlo, ze bedziemy VERY LUCKY!!!
No i b. charakterystyczny srodek transportu, czyli tuk-tuk - na trzech kolkach. Pedzi jak szalony a halasu przy tym robi i smrodu!!! Noise and air pollution, po prostu!!









































A po trudach zwiedzania pora na relaks (nota bene: dobre cwiczenie na dykcje!) i oto tatus i syn lub tatusi syn
tugeder forewer. Czyz nie sa slodcy?!.......
A na koniec i tylko dla wytrwalych lezaca Budda cala ze zlota, of course! (Fajne ma paluszki, co?!)



najnowsze spostrzezenia z wyspy-raj, Langkawi

... czyli najpiekniejszy kibel na swiecie. Mysle, ze kolega Kondrat z Sopotu bedzie zainteresowany. Wchodzi sie i sa dwie szklane umywalnki po lewo(!), wszystklo bardzo minimalistycznie i bredzlarsko, wilgotne reczniki do wytarcia rak i pyska w taki upalny dzien to jest to!! I do tego pachna jakias lokalna roslina. No i fajnie, bo nie ma sciany na wprost, plynie sobie woda. Ale najlepsze jak sie wchodzi do kibla, tez minimalistycznego z piekna orchidea na nim i sie sika, to uczucie jest po calaku dziwne. Ten brak sciany lekko stresuje i nie da sie za bardzo skupic. Mimo wody plunacej tuz obok. Ale czad jest!!
Nie wiem czy udalo mi sie oddac ten minimalistyczny swiatek, zebyscie poczuli ten czad, ale jak nie chcecie przyjechac, to wasza strata.


wtorek, kwietnia 10, 2007

rodzina......
















Juz jestem....

Mama przyjechala i nie ma czasu sie odezwac. Dziecko tez mam przeciez. Rodzina, hej?!

Jestem wyluzowana na maxa, bo Mama sie zajmuje Teo jak nikt dotad. Ma juz tylozgiecie kregoslupa od noszenia malego ksiecia, ale co tam!! Babcia musi porospieszczac bo naczej mijala by sie z celem zycia. Wiec wszyscy sa szczesliwi. Niestety ta idylla sie skonczy za niecale 2 tygodnie i nie bedzie mial kolega takich faworow, a nawet powiem wiecej nie bedzie mial opiekunki jak na dzien dzisiejszy. Bedziemy wkrotce dzwonic do jakis-tam agencji i pytac czy ktos bedzie sie mogl nim opiekowac indywidualnie, bo generalnie dzieci sa w kupach i nie ma zmiluj placz sobie a ja mam inne dzieciaki na glowie i w ogole strasznie!!! No i ten krzyk. Malezyjczycy nie mowia, oni krzycza. Szczegolnie baby. A co, niech sobie pokrzycza. Nie maja nic do gadania w domu, to niech sobie chociaz pokrzycza. Wiec i dzieciaki sobie krzycza. Wczoraj bylismy na spotkaniu z uczniami z takiej jednej wiejskiej podstawowki i z dobrego serca zaczeli mowic (krzyczec) do Teoska i go dotykac (biala skora, wow!!), a on biedak w placz i tak juz do konca spotkania. Kaszanka, ale sie po prostu przestaszyl tlumow i halasu i w ogole czarnych buziek moze. Wiec taka zbiorowka w przypadku kolegi odpada na calej linii. Trzymajcie kciuki, zeby cos wyszlo z agencja.

Caluje na dzis i przesylam kilka zaleglych (...) fot. Basen u Hindusow - bardzo przyjemny i tylko 0,5h od nas!! Zapraszamy!! Oraz nasz dom w switle ksiezyca. Dzielo MMZ - podoba Co sie Pecku? (P. jest mistrzem fotografii!)