
Ahoj z Malezji,
Prosze sie nie denerwowac, bo przeciez jestem i to nie sama! Tylko nic sie nie dzieje, to co bede zanudzac Szanownych Czytelnikow. Nic sie dzieje, a moze dzieje sie i to az za nadto...* (*wybierz porzadana opcje!).
Na poczatek gratulacje dla Violi i Mikolaja (mojego kumpla z liceum, ktory na prawde jest Michalem) z racji nowonarodzonego Mikolaja! (Skomplikowane, nie?!).
A teraz skrot co u nas: Teo podrozuje po calym domu, odkrywa kazdy przedmiot z pelna podziwu extaza, wiec sie chlopak nachodzi (duzy dom) i napodnieca. Na zdrowie. Stoi juz o wlasnych silach i pieje i klaszcze - ACH! W przedszkolu SUPER i CORAZ LEPIEJ!! Lubi sie bawic z dziecmi a one Go uwielbiaja!! Glaszcza, caluja, wycieraja slinke-w koncu rodzynek jest, tak?! Nie powiem, ze lubi moment jak wychodze i przekazuje Go na rece Pani Przedszkolanki (pewnie wiekszosci z Was w tym momencie przypomina sie przedszkole i przechodza Wam ciarki po plerach, co? Ja przeszlam traume w pierwszym przedszkolu, bo za wczesnie mnie poslali i caly dzien bez mamusi... aaaa!!!!!, wiec ja mam ciarki.), ale za chwile jak dzwonie (dzwonilam, juz nie dzwonie) to jest ok, bawi sie, a najczesciej spi, bo idzie tam w 99 przypadkach (na 100!) w czasie drzemki. A tam spi w siatce, co pokazuje na pikczersie. I spi, spi i spi jak zabity. Czasem lepiej niz w domu, bo ta siatka jest na sprezynie, wiec jak sie dzidzia poruszy, to siatka dzidzie buja. Niezly patent – moze by jakies export zapodac. Any ideas??
No ale bylismy w Malace, a ja nic. Co prawda lekko sie zawiedlismy, bo wszystlo w ruinie, ale kilka pikczersow jest (glownie Teoska), ale ruin tez. Problem w tym, ze oni tych ruin historycznych nie renowuja tylko je-jak widac na pikczersie-pac! cementem i fajnie jest bo sie nie burzy! Ech, te Malezyjczyki, naprawde.
Ale kafejki maja ok. Tzn. europejskie, czyli LAVAZZA dla mojego meza, pasty dla mnie. Teo tez sie cieszyl...(?)
Trzy dni wystarczyly i jazda do domu! A w domu najlepiej, tylko..., gdzie ten dom? Dla Teoska to nasz dom, Jego ukochany dywan pelen zabawek i krata na swiat. Mozna obserwowac mame krzatajaca sie po ogrodku lub kici-kici pijace mleko (, ktore sama im wynioslam nienawidzac kotow; dla syna to zrobilam, zeby jakies zwierze sobie w zyciu poogladal). Jeszcze do niedawna byl ze mna w chodziku, ale podjadal kolega listki i kolorowe kwiatki tropikalne, wiec swiat zza krat.
I jeszcze mozna pogrzebac w szafie i poprzegladac sie w lustrze (zajecie na co najmniej 15 minut!!)
I jeszcze kilka fotek miejsc roznych-przeroznych, czyli pozowanie na samochodzie w drodze na Penang i juz bardziej powazne – portrecik. No i zasluzona drzemka w pozycji ‘trzymaj sie kto moze!’
Czyli podsumowujac, jest -jak mowila kolezanka Marlena-cudownie i fantastycznie.
Mama planuje wpasc na 1-sze urodziny wnuka, ale to dopiero we wrzesniu. A my w miedzy czasie jeszcze raz bedziemy zaliczac Malake.
Jak jestesmy przy temacie podrozowania to powiem, ze 2 tygodnie temu bardzo oryginalnie spedzilismy weekend na dawno nieodwiedzanym Langkawi z 2 kolezankami po fachu (New Zeland and Canada). Mial byc babski wypad (Teoskowi mialysmy zalozyc opaske na glowke i bransoletke-juz wyprobowane-i z tymi krowimi rzesami przeszedlby!). Jednak Stiwek w ostatniej chwili postanowil, ze nie bdzie meczennikiem Kangaru i zapoda wyjazd rowniez. Bylo jak zwykle super - zarcie, napitki, plaza, morze. Sztormik byl nawet niczego (zwykle tafla, full sun, czyli typical, tropical obrazek), wiec pontonik Teoskowi tym razem nie podchodzil, bo biedaka fala nakrywala co chwila!!
A teraz powiem Wam niezla przygode z chodzikiem Teoska. ktorego juz nie uzywa. Chcialam oddac w dobre rece, ale..... nie ma tak latwo!! Chodzik nie jest HALAL, czyli pochodzi z domu, gdzie sie zre swiniaka i pije wodke. Tak, smutne, ale prawdziwe. Na kinder party, ktore ‘wyprawilam’ przyszedl tylko moj chinski kolega z pracy z synem, bo jest normalny. A reszta, na ktorej mi przy tej okazji zalezalo najbardziej, bo maja bobasy w mniej-wiecej wieku Teo, a sie jeszcze nie poznali, olala. Czy oni na prawde mysleli, ze ja podam szynke i drinki?!??!?! Nie ma kultury towarzyskiej i nigdy sie z tym nie pogodze. Tesknie za polskimi spotkaniami!! Jak wroce w grudniu to chyba zrobie dom otwarty 24/7!!
Kochani, piszcie. Tu czy mejla, bo nie jestem w temacie co u Was i co u was kraju-raju. Wiem, ze sie nie pisze jak sie nie pisze, ale napisalam, tak?! A wiec czekam i sciskam.